Historia Lewisa i Emmy zaczęła się w biurze w UK – czyli tam, gdzie większość historii nie wychodzi poza open space i automaty z kawą. Lewis zebrał się na odwagę i poprosił o numer… Emma powiedziała „nie”. Ale jak w dobrym serialu, w kolejnym odcinku scenariusz obrócił wszystko o 180 stopni – i dzięki temu spotkaliśmy się wszyscy w Castel Bay.
Ślub był dokładnie taki jak oni: lekki, zabawny, trochę brytyjski, trochę francuski, pełen szczerych wzruszeń i głośnych śmiechów. Goście miksowali języki jak DJ na afterze, a przy stole sypały się żarty, które rozładowywały każdą poważną chwilę.
Dla mnie to jest właśnie kwintesencja filmu ślubnego – prawdziwi ludzie. Nie perfekcyjnie ustawione kadry, nie katalogowe dekoracje, tylko to, jak na siebie patrzycie, jak się śmiejecie, jak tańczycie. Dzięki temu ten film ogląda się jak dobrą komedię romantyczną (czy jak dobrą kdramę jak mówi moja żona)
Jeśli marzy Wam się film ślubny na Lazurowym Wybrzeżu albo w dowolnym miejscu na świecie, który pokaże Wasze emocje i charakter – to jesteście w dobrym miejscu. Tworzę wyjątkowe i artystyczne filmy ślubne, które są doceniane i wyróżniane nagrodami.